91 43 46 835 bsi@um.szczecin.pl

XIV Rajd śladami V Wileńskiej Brygady AK

By bursa

XIV Rajd śladami V Wileńskiej Brygady AK

                            Relacja z XIV Rajdu Pieszego szlakiem V Wileńskiej Brygady mjr. Łupaszki

 

Pobudka – 4:30, pociąg do Chojnic – godz.5:40. Z bursy wyszliśmy o 5:10, spacer na dworzec dla przetarcia, miało być spokojnie, a ledwie zdążyliśmy, do pociągu wsiadaliśmy w ostatniej chwili. W Chojnicach zbiórka patroli odbyła się w zespole szkół skąd po zaprowiantowaniu zostaliśmy rozwiezieni na miejsca startu, dla naszego patrolu „Orzeł” było to Silno.

Wyruszyliśmy w sobotę 25 czerwca w południe. Pierwsze 5 km przeszliśmy bez problemów. Trochę grzmiało, trochę kropiło. Dotarliśmy do miejscowości Wysoka, kiedy dogoniła nas silna burza, jednym słowem – zrobiło się dość nieprzyjemnie. Siedząc na przystanku PKS postanowiliśmy sprawdzić co się znajduje w pobliskim dworku. Okazało się, że jest tam  Dom Pomocy Społecznej im. Leona i Marii Janta-Połczyńskich w Wysokiej. Dzięki uprzejmości dyrekcji  zatrzymaliśmy się tam przeczekując burzę i przy okazji mogliśmy dopingować Polaków w meczu Polska-Szwajcaria wraz z seniorami zamieszkującymi DPS. Pełni energii wyruszyliśmy po zwycięstwie biało-czerwonych. W samym środku lasu zastał nas deszcz. Wkrótce dotarliśmy do pola namiotowego w Karczmie Nadolnej, gdzie spotkaliśmy grupę ludzi, którzy odpoczywali po spływie. Zaprosili nas pod strzechę, tam ogrzaliśmy się przy rozpalonym ognisku i poczęstowaliśmy kiełbasą z grilla. Gdy przestało padać wyruszyliśmy w dalszą drogę. Wieczorem, doszliśmy do małej wsi – Zapędowo i tam rozpętała się mocna burza. Dzięki zaradności dwóch koleżanek i uprzejmości gospodyni mieliśmy zapewniony nocleg. Pani udostępniła nam pokój nad garażem, czajnik i wodę. Rozwiesiliśmy mokre rzeczy, zjedliśmy wspólnie kolację składającą się głownie z pasztetu i gulaszu angielskiego, a następnie poszliśmy spać.

            Następnego dnia o 9 wyspani wyruszyliśmy w drogę. Wiedzieliśmy, że czeka nas ciężki dzień, ponieważ musieliśmy nadrobić wczorajsze zaległości. Pogoda dopisywała, było słonecznie bez opadów. Szliśmy przez lasy, stromymi drogami, polami, a także wzdłuż asfaltowych dróg. Wyznaczaliśmy szlaki, których dotąd nie było na mapie. Zrobiliśmy krótki postój w małym, wiejskim sklepie w miejscowości Legbąd. Gdy kilkoro z nas stało w kolejce niespodziewanie podeszła dziewczyna i klepiąc każdego po kolei po ramieniu, mówiła: „hej”. Wszyscy byliśmy zdezorientowani. Natomiast przy lodówce stały 3 osoby i wybierały lody, gdy wszedł kolega i wyciągnął na siłę jedną z tych osób krzycząc: „UB!”, zorientowaliśmy się co się dzieje. Na całe szczęście patrolowy nie został złapany, a flaga zdobyta. Gdy dotarliśmy do lasu, trzeba było wykonać kolejny rozkaz. Tam zrobiliśmy dłuższy postój. Był to doskonały czas na posiłek. Niektórzy wykorzystali go również na zbieranie jagód. Kolejne kilometry były coraz cięższe do przebycia, robiliśmy dość częste, krótkie postoje. Szliśmy prze miejscowości: Klocek, Biała, Okoniny, Rosochatka, Śliwice. Po ponad 30 km zatrzymaliśmy się przy torach kolejowych w m. Śliwiczki, aby zdecydować co robimy dalej. Ostatecznie patrol miał pokonać resztę trasy z wyjątkiem czterech dziewczyn mających problemy z nogami. Zostały one dowiezione na miejsce docelowe całego patrolu, aby rozeznać się i załatwić nocleg. Niestety rejon leśniczówki Pohulanka zapewniał tylko pole namiotowe. Reszta patrolu wyruszyła w drogę. Okazało się, że w miejscu noclegu jest już inny patrol, z którym mieliśmy spięcie. Po 22 ostatkiem sił  dotarliśmy do celu i zdecydowaliśmy, że musimy się odłączyć od spotkanego „Jastrzębia”. Po ostatniej próbie znalezienia noclegu, za zgodą właścicieli zatrzymaliśmy się na ich ogrodzonym polu. Koledzy mimo wykończenia sprawnie rozstawili namioty. Tego dnia pokonaliśmy magiczne 41 km.

Rano o 5 mieliśmy pobudkę, złożyliśmy namioty i niezbyt wyspani ruszyliśmy w drogę. Gdy oddaliśmy się od miejsca, gdzie zakończyliśmy marsz ubiegłego dnia zatrzymaliśmy się, żeby zjeść śniadanie. Wybraliśmy stół z ławkami znajdujący się przy szosie. Spokojnie jedliśmy gdy przejechało auto z białą antenką bez czerwonej wstążki. Stwierdziliśmy, że kibicowi zwiało flagę. Nagle auto się zatrzymało, a kierowca wrzucił na wsteczny. Wtedy zorientowaliśmy się, że to UB natychmiast wbiegliśmy w las. Obława zakończyła się stratą jednej osoby. Patrolowy i flagowy uciekli. Na koniec rozmówiliśmy się z UB-kiem na temat zerwania wstążki z auta, lecz doszliśmy do porozumienia. Mając godzinę ochronną od razu ruszyliśmy, aby jak najszybciej się oddalić. Po drodze zatrzymały nas jakieś mokradła z przepływającym dość głębokim i szerokim strumieniem. Sprawnie zbudowaliśmy prowizoryczny mostek dzięki czemu przeprawiliśmy się przez rzekę bez jej obchodzenia i nadrabiania kilometrów. Około południa zatrzymaliśmy się w lesie za wzgórzem i zdrzemnęliśmy się. Było ciepło i słonecznie. Zostało nam do pokonania jedynie 2 km. Zachowywaliśmy ostrożność przez cały czas. Przechodząc przez wieś zapytaliśmy miejscowych czy po drodze nie mijali żadnego auta, na co tamci zaprzeczyli. Wtedy każdy samochód wydawał się być z UB. Gdy mieliśmy do pokonania  niespełna kilometr do szkoły w Lipinkach, zaczęła się obława. Wszyscy zrzuciliśmy plecaki na drogę i zaczęliśmy uciekać. Tym razem złapano pięć osób, lecz na szczęście patrolowy i flagowy byli nieuchwytni. Wtedy już bez żadnych obaw dotarliśmy na miejsce. Byliśmy trzecim patrolem na miejscu. Czekał na nas tam obiad składający się z  zupy, kanapek ze smalcem, drożdżówki i herbaty.

Następnego dnia wstaliśmy rano, dobraliśmy prowiant i zostaliśmy przewiezieni do szkoły w Czerninie, gdzie zjedliśmy śniadanie. Po 9 rozpoczęliśmy grę terenową, z której otrzymaliśmy bardzo wysokie noty.  Była sprawdzana nasza wiedza, a także praktyczne umiejętności. Po 15 zjedliśmy obiad, a o 16 wyruszyliśmy uczestniczyć w odsłonięciu obelisku upamiętniającego 70 rocznicę śmierci ppor. Józefa Badochy „Żelaznego”. Dzień zakończył się koncertem Contra Mundum. Myślę, że rajdowe przeżycia będą towarzyszyły każdemu z nas przez jeszcze długi okres czasu, a gulaszu angielskiego z pewnością nie tkniemy przez następny rok.

Do następnego!!!

Magda „Kaczuszka” Szczerkowska

 

XIV Rajd był niemalże bez wad, ponieważ cyborgom nic nie straszne! Większość czasu na posiłkach, które mają znikomą wartość odżywczą i kaloryczną (pomijając oczywiście dżemik). Cudowne jest utożsamianie się z naturą, tym bliższe, im bliżej jest „ścigająca nas ubecja”. Przykładowo mnie i „Kaczuszkę” dotknął zaszczyt poznania się z urokami jeżyn. Będąc członkiem patrolu „Orzeł” poprawiłam swoje umiejętności w dziedzinie medycyny, sportu, a nawet architektury (most do „Terabithii”.)  Przemiłe towarzystwo ze świetnym humorem. Rajd uczy wytrzymałości, skłania do podejmowania decyzji, które dla „nierajdowców” mogą być lekko niesmaczne, ale przede wszystkim utożsamia nas z historią bohaterów, którym rajd został poświęcony. Było fantastycznie i propozycji udziału w następnym rajdzie mówię stanowcze i głośne TAK!!!

Klara „Cyborg” Radziszewicz

galeria z rajdu